Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty
ENG
[PL] Po dniu spędzonym w Lizbonie podjęłyśmy decyzję, że wracamy szybciej, bo z stopem nigdy nie wiadomo. Uderzyłyśmy na północną Hiszpanie, co było dość mądrym posunięciem, a dlaczego? Bo odległość od Lizbony przez północ jest jest węższa od południowej części i szybciej ją przejechałyśmy. Na nasze szczęście jak i w całej tej podróży z Lizbony zw dość kiepskim miejscu wziął nas jeden tir. Bardzo sympatyczny pan, który nauczył się języka angielskiego oglądając filmy i seriale w drodze. Niestety wysiadając z tira wypadł mi telefon i.... pękł. Mina kierowcy kiedy wysiadł podniósł telefon i powiedział z żalem "it's brokeeen". No ale w końcu to tylko rzecz!
Około 1 w nocy dojechałyśmy na stację benzynową gdzie nie było ani żywej duszy oprócz sprzedawcy. Miałyśmy 60 km do miejsca, gdzie mój cudowny chłopak załatwił nam nocleg. Po 30 minutach w końcu wszedł jakiś kierowca i zamówił sobie piwo... Śmierdziało od niego alkoholem jak nie wiem, ale zaryzykowałam, podeszłam i spytałam, uprosiłam. Był trochę pijany, modliłam się żebyśmy dojechały w tej ciężarówce. Co najlepsze - ciężarówką nie można wjeżdżać do miasta, a on nie dość, że wjechał to jeszcze zadzwonił do miejsca gdzie miałyśmy spać i powiedział gdzie będziemy czekać. BOMBA! Tę noc spędziłyśmy w łóżku, na co wgl nie liczyłam wyjeżdżając z Lizbony.
Kolejnego dnia łapiemy kogoś na Burgos. Udało się bardzo szybko. Niestety rozmawiałyśmy z Panem po francusku i trochę się nie zrozumieliśmy, wysadził nad gdzieś na dużym parkingu tirów, gdzie bardzo ciężko było coś złapać. Poznałyśmy dwóch młodziaków ze Szwajcarii, który właśnie wracali do domu z Maroko! Nie wiedzą jeszcze co ze sobą zrobić i podróżują :).
Chyba 4 godziny marszu przez jakieś dziwne drogi i pola, zero aut - jak na załączonych obrazkach.
Po jakimś czasie jak doszłyśmy do lepszego miejsca wziął nas gość na parking gdzie większość tirów jechała do Francji. Po pięciu minutach podszedł do nas Rumun i zapytał się gdzie jedziemy i ile mamy hajsu oOOo. Odpowiedziałyśmy, ale próbowałyśmy wytłumaczyć, że jedziemy za darmo. Powiedział, że jak w ciągu 30 min nikogo nie znajdziemy to nas weźmie. Dziwne to były rozmowy. Cały czas o pieniądzach, zarabianiu, ile mamy, ile wydałyśmy, jak mało on zarabia itp. Mieliśmy dojechać do Bordeaux, ale zmęczył się szybciej i miałyśmy do wyboru - zostać w ciepłym aucie, albo siedzieć na stacji. Oczywiście zostałyśmy, śpiąc na siedząco, a rano o 6tej wyruszyliśmy. Z boreaux wziął nas miły pan, który przejechał chyba z 60 km więcej żeby nas zawieść na dobrą stację benzynową! To było takie miłe i zaskakujące. Posiedziałyśmy chwilę na stacji naładować telefony, gdzie podszedł do nas Pan mówiący po francusku czy chciałybyśmy z nim pojechać do Bordeaux , bo ma wolne miejsca. WOW! Jeszcze większy szok! To było bardzo miłe aczkolwiek pan jechał do miejsca skąd przyjechałyśmy. Po francuskim śniadaniu z bagietką złapałyśmy dziewczynę, która mówiła tylko o tym, że lubi palić i kocha reggae. To był fajny czas, bo mogłyśmy pogadać po francusku na różne tematy i powiem szczerze nie sądziłam, że coś pamiętam.
Do Nimes wziął nad rockowy kierowca tira. To była najładniejsza ciężarówka w mojej autostopowej karierze. Nowiutka i pachnąca! Aczkolwiek jak mnie pan zaczął łaskotać w stopy, to było dziwne...
Kto tym razem? Znowu Rumunia! Uroczy dziadziuś wziął nas do Włoch, tyle że po drodze koło Marsylii zrobiliśmy pauzę na całą noc. A słysząc to i tamto o tym miejscu, widząc napisy na stacji benzynowej, że "zamknięte z powodów bezpieczeństwa" poczułam ciarki. Dziadek ugościł nas pięknie i nawet telewizje miał! Spałyśmy na górnym łóżku, ale spać się nie dało! TO BYŁA SAUNA. Naprawdę oddychać się nie dało, jak u tych gości co do Sevilli nad zabrali...
Chyba Rumuni uwielbiają ciepełko i pot.
Okay ostatnie 200 km do lotniska (dziennie robiłyśmy ok 500-600) ! Co za Włochy.... szło tragicznie. przez pół dnia nie mogłyśmy się wydostać z Genui. Wzięły nas jakieś dwie włoszki, które jechały na randkę z poznanymi przez internet facetami (miały ok 40 lat) i wyrzuciły nas w centrum Vercelli... Padał deszcz, a raczej lało. przeszłyśmy kawałek miasta i jeden gość się ulitował i wywiózł nas na bramki. Godzina 22 co mamy robić? Idziemy z buta na autostradę, bo nikt na nią ni wjeżdża, po kilku godzinach marszu postanowimy się pomodlić, żeby zabrała nas policja, cokolwiek. Przemokłyśmy całkiem. Minęło 5 minut i podjeżdża straż autostrady po czym dzwoni na policje JEST!! (Później się okazało, że miałyśmy jeszcze 15 km do kolejnej stacji benzynowej) Policjanci nie mogli zczaić, że Olga ma kratę Polaka, a jest z Białorusi i że może podróżować po Europie. Panowie wzięli nas na posterunek, zrobili ciepłej herbatki, po czym po godzinie podwieźli nad na kolejną stację benzynową, gdzie... spędziłyśmy noc. Rano w końcu ok 11 wzięła nad parka do Mediolanu. Po paru deszczowych godzinach w mieście postanowiłyśmy się przetransportować na lotnisko - tym razem busem. Tak więc 1,5 dnia spędziłyśmy na lotnisku czekając na lot, przy okazji zwiedziłyśmy Bergamo :)
[PL] Po dniu spędzonym w Lizbonie podjęłyśmy decyzję, że wracamy szybciej, bo z stopem nigdy nie wiadomo. Uderzyłyśmy na północną Hiszpanie, co było dość mądrym posunięciem, a dlaczego? Bo odległość od Lizbony przez północ jest jest węższa od południowej części i szybciej ją przejechałyśmy. Na nasze szczęście jak i w całej tej podróży z Lizbony zw dość kiepskim miejscu wziął nas jeden tir. Bardzo sympatyczny pan, który nauczył się języka angielskiego oglądając filmy i seriale w drodze. Niestety wysiadając z tira wypadł mi telefon i.... pękł. Mina kierowcy kiedy wysiadł podniósł telefon i powiedział z żalem "it's brokeeen". No ale w końcu to tylko rzecz!
Około 1 w nocy dojechałyśmy na stację benzynową gdzie nie było ani żywej duszy oprócz sprzedawcy. Miałyśmy 60 km do miejsca, gdzie mój cudowny chłopak załatwił nam nocleg. Po 30 minutach w końcu wszedł jakiś kierowca i zamówił sobie piwo... Śmierdziało od niego alkoholem jak nie wiem, ale zaryzykowałam, podeszłam i spytałam, uprosiłam. Był trochę pijany, modliłam się żebyśmy dojechały w tej ciężarówce. Co najlepsze - ciężarówką nie można wjeżdżać do miasta, a on nie dość, że wjechał to jeszcze zadzwonił do miejsca gdzie miałyśmy spać i powiedział gdzie będziemy czekać. BOMBA! Tę noc spędziłyśmy w łóżku, na co wgl nie liczyłam wyjeżdżając z Lizbony.
Kolejnego dnia łapiemy kogoś na Burgos. Udało się bardzo szybko. Niestety rozmawiałyśmy z Panem po francusku i trochę się nie zrozumieliśmy, wysadził nad gdzieś na dużym parkingu tirów, gdzie bardzo ciężko było coś złapać. Poznałyśmy dwóch młodziaków ze Szwajcarii, który właśnie wracali do domu z Maroko! Nie wiedzą jeszcze co ze sobą zrobić i podróżują :).
Chyba 4 godziny marszu przez jakieś dziwne drogi i pola, zero aut - jak na załączonych obrazkach.
Po jakimś czasie jak doszłyśmy do lepszego miejsca wziął nas gość na parking gdzie większość tirów jechała do Francji. Po pięciu minutach podszedł do nas Rumun i zapytał się gdzie jedziemy i ile mamy hajsu oOOo. Odpowiedziałyśmy, ale próbowałyśmy wytłumaczyć, że jedziemy za darmo. Powiedział, że jak w ciągu 30 min nikogo nie znajdziemy to nas weźmie. Dziwne to były rozmowy. Cały czas o pieniądzach, zarabianiu, ile mamy, ile wydałyśmy, jak mało on zarabia itp. Mieliśmy dojechać do Bordeaux, ale zmęczył się szybciej i miałyśmy do wyboru - zostać w ciepłym aucie, albo siedzieć na stacji. Oczywiście zostałyśmy, śpiąc na siedząco, a rano o 6tej wyruszyliśmy. Z boreaux wziął nas miły pan, który przejechał chyba z 60 km więcej żeby nas zawieść na dobrą stację benzynową! To było takie miłe i zaskakujące. Posiedziałyśmy chwilę na stacji naładować telefony, gdzie podszedł do nas Pan mówiący po francusku czy chciałybyśmy z nim pojechać do Bordeaux , bo ma wolne miejsca. WOW! Jeszcze większy szok! To było bardzo miłe aczkolwiek pan jechał do miejsca skąd przyjechałyśmy. Po francuskim śniadaniu z bagietką złapałyśmy dziewczynę, która mówiła tylko o tym, że lubi palić i kocha reggae. To był fajny czas, bo mogłyśmy pogadać po francusku na różne tematy i powiem szczerze nie sądziłam, że coś pamiętam.
Do Nimes wziął nad rockowy kierowca tira. To była najładniejsza ciężarówka w mojej autostopowej karierze. Nowiutka i pachnąca! Aczkolwiek jak mnie pan zaczął łaskotać w stopy, to było dziwne...
Kto tym razem? Znowu Rumunia! Uroczy dziadziuś wziął nas do Włoch, tyle że po drodze koło Marsylii zrobiliśmy pauzę na całą noc. A słysząc to i tamto o tym miejscu, widząc napisy na stacji benzynowej, że "zamknięte z powodów bezpieczeństwa" poczułam ciarki. Dziadek ugościł nas pięknie i nawet telewizje miał! Spałyśmy na górnym łóżku, ale spać się nie dało! TO BYŁA SAUNA. Naprawdę oddychać się nie dało, jak u tych gości co do Sevilli nad zabrali...
Chyba Rumuni uwielbiają ciepełko i pot.
Okay ostatnie 200 km do lotniska (dziennie robiłyśmy ok 500-600) ! Co za Włochy.... szło tragicznie. przez pół dnia nie mogłyśmy się wydostać z Genui. Wzięły nas jakieś dwie włoszki, które jechały na randkę z poznanymi przez internet facetami (miały ok 40 lat) i wyrzuciły nas w centrum Vercelli... Padał deszcz, a raczej lało. przeszłyśmy kawałek miasta i jeden gość się ulitował i wywiózł nas na bramki. Godzina 22 co mamy robić? Idziemy z buta na autostradę, bo nikt na nią ni wjeżdża, po kilku godzinach marszu postanowimy się pomodlić, żeby zabrała nas policja, cokolwiek. Przemokłyśmy całkiem. Minęło 5 minut i podjeżdża straż autostrady po czym dzwoni na policje JEST!! (Później się okazało, że miałyśmy jeszcze 15 km do kolejnej stacji benzynowej) Policjanci nie mogli zczaić, że Olga ma kratę Polaka, a jest z Białorusi i że może podróżować po Europie. Panowie wzięli nas na posterunek, zrobili ciepłej herbatki, po czym po godzinie podwieźli nad na kolejną stację benzynową, gdzie... spędziłyśmy noc. Rano w końcu ok 11 wzięła nad parka do Mediolanu. Po paru deszczowych godzinach w mieście postanowiłyśmy się przetransportować na lotnisko - tym razem busem. Tak więc 1,5 dnia spędziłyśmy na lotnisku czekając na lot, przy okazji zwiedziłyśmy Bergamo :)
MILANO / MEDIOLAN
BERGAMO
[PL] Barcelona ah! Nie wiem jak to sie stalo, ale dzieki Bogu w Nicei (Francja) na stacji benzynowej zlapalysmy stopa 150 km przed Barca! Niestety obudzilysmy sie o 3 rano juz daleko za autostrada. Godzine posiedzialysmy w toalecie jakiegos hotelu rozgrzac sie i naladowac baterie w telefonach. Po czym wyrzucili nas i potreptalysmy pare kilometrow na wjazd na autostrade. Z wielkim napisem "BARCELONA : )" stalysmy po 4 rano. Zabral nas Hiszpan, wskoczylysmy do ciezarowki i w tym momencie inna ciearowka chciala go wyprzedzic i uderzyla w bok gdzie dopiero co wsiadlysmy! Strach w oczach byl, ale zwlaszcza pozniej kiedy kierowca wpadl w dziki szal, zaczal krzycec, pipczec i gonic tira. Wyobrazcie sobie jazde tirem 100km/h po dziurawych drogach. O 9 rano wyladowalysmy w jakiesc hali pod miastem, po czym autobusem dostalysmy sie do centrum.
Po 5 minutach spotkalam swojego kolege ze studiow z Architektury, haha mozecie sobie wyobrazic nasze miny jak sie zobaczylismy hahaha! SWIAT JEST MALY.
[ENG] Barcelona ah! I don't know how it happened, but thanks God in Nicea (France) at gas station we catch a car 150 km before Barcelona! Unfortunately we woke up at 3 a.m. far away from highway. We spent one hour in hotel's toilet, get warm, charge phone's battery. They kicked out us and we went few km to begining to highway. With hudge card board "BARCELONA : )" we stand around 4 a.m. Spain guy took us, we jumped to truck and in the same time another truck wanted to pass us and hitted side of truck where we were! Big fear in our eyes, but escpecially after than when driver get nervous, started scream out and chase this truck. You can imagine go by truck 100 hm/h on road full of holes. At 9 a.m. we landed near to city, we took the bus to get to centrer. after 5 min in center i saw my friend form Architecture studies... the same class, hahah you can imagine our faces when we saw each other ahhaha! WORLD IS SO SMALL.
Po 5 minutach spotkalam swojego kolege ze studiow z Architektury, haha mozecie sobie wyobrazic nasze miny jak sie zobaczylismy hahaha! SWIAT JEST MALY.
[ENG] Barcelona ah! I don't know how it happened, but thanks God in Nicea (France) at gas station we catch a car 150 km before Barcelona! Unfortunately we woke up at 3 a.m. far away from highway. We spent one hour in hotel's toilet, get warm, charge phone's battery. They kicked out us and we went few km to begining to highway. With hudge card board "BARCELONA : )" we stand around 4 a.m. Spain guy took us, we jumped to truck and in the same time another truck wanted to pass us and hitted side of truck where we were! Big fear in our eyes, but escpecially after than when driver get nervous, started scream out and chase this truck. You can imagine go by truck 100 hm/h on road full of holes. At 9 a.m. we landed near to city, we took the bus to get to centrer. after 5 min in center i saw my friend form Architecture studies... the same class, hahah you can imagine our faces when we saw each other ahhaha! WORLD IS SO SMALL.

























































































