Milano,Bergamo (Italy)

By | 14:54 Leave a Comment
 ENG
[PL] Po dniu spędzonym w Lizbonie podjęłyśmy decyzję, że wracamy szybciej, bo z stopem nigdy nie wiadomo. Uderzyłyśmy na północną Hiszpanie, co było dość mądrym posunięciem, a dlaczego? Bo odległość od Lizbony przez północ jest jest węższa od południowej części i szybciej ją przejechałyśmy. Na nasze szczęście jak i w całej tej podróży z Lizbony zw dość kiepskim miejscu wziął nas jeden tir. Bardzo sympatyczny pan, który nauczył się języka angielskiego oglądając filmy i seriale w drodze. Niestety wysiadając z tira wypadł mi telefon i.... pękł. Mina kierowcy kiedy wysiadł podniósł telefon i powiedział z żalem "it's brokeeen". No ale w końcu to tylko rzecz!
Około 1 w nocy dojechałyśmy na stację benzynową gdzie nie było ani żywej duszy oprócz sprzedawcy. Miałyśmy 60 km do miejsca, gdzie mój cudowny chłopak załatwił nam nocleg. Po 30 minutach w końcu wszedł jakiś kierowca i zamówił sobie piwo... Śmierdziało od niego alkoholem jak nie wiem, ale zaryzykowałam, podeszłam i spytałam, uprosiłam. Był trochę pijany, modliłam się żebyśmy dojechały w tej ciężarówce. Co najlepsze - ciężarówką nie można wjeżdżać do miasta, a on nie dość, że wjechał to jeszcze zadzwonił do miejsca gdzie miałyśmy spać i powiedział gdzie będziemy czekać. BOMBA! Tę noc spędziłyśmy w łóżku, na co wgl nie liczyłam wyjeżdżając z Lizbony.
Kolejnego dnia łapiemy kogoś na Burgos. Udało się bardzo szybko. Niestety rozmawiałyśmy z Panem po francusku i trochę się nie zrozumieliśmy, wysadził nad gdzieś na dużym parkingu tirów, gdzie bardzo ciężko było coś złapać. Poznałyśmy dwóch młodziaków ze Szwajcarii, który właśnie wracali do domu z Maroko! Nie wiedzą jeszcze co ze sobą zrobić i podróżują :).
Chyba 4 godziny marszu przez jakieś dziwne drogi i pola, zero aut - jak na załączonych obrazkach.
Po jakimś czasie jak doszłyśmy do lepszego miejsca wziął nas gość na parking gdzie większość tirów jechała do Francji. Po pięciu minutach podszedł do nas Rumun i zapytał się gdzie jedziemy i ile mamy hajsu oOOo. Odpowiedziałyśmy, ale próbowałyśmy wytłumaczyć, że jedziemy za darmo. Powiedział, że jak w ciągu 30 min nikogo nie znajdziemy to nas weźmie. Dziwne to były rozmowy. Cały czas o pieniądzach, zarabianiu, ile mamy, ile wydałyśmy, jak mało on zarabia itp. Mieliśmy dojechać do Bordeaux, ale zmęczył się szybciej i miałyśmy do wyboru - zostać w ciepłym aucie, albo siedzieć na stacji. Oczywiście zostałyśmy, śpiąc na siedząco, a rano o 6tej wyruszyliśmy. Z boreaux wziął nas miły pan, który przejechał chyba z 60 km więcej żeby nas zawieść na dobrą stację benzynową! To było takie miłe i zaskakujące. Posiedziałyśmy chwilę na stacji naładować telefony, gdzie podszedł do nas Pan mówiący po francusku czy chciałybyśmy z nim pojechać do Bordeaux , bo ma wolne miejsca. WOW! Jeszcze większy szok! To było bardzo miłe aczkolwiek pan jechał do miejsca skąd przyjechałyśmy. Po francuskim śniadaniu z bagietką złapałyśmy dziewczynę, która mówiła tylko o tym, że lubi palić i kocha reggae. To był fajny czas, bo mogłyśmy pogadać po francusku na różne tematy i powiem szczerze nie sądziłam, że coś pamiętam.
Do Nimes wziął nad rockowy kierowca tira. To była najładniejsza ciężarówka w mojej autostopowej karierze. Nowiutka i pachnąca! Aczkolwiek jak mnie pan zaczął łaskotać w stopy, to było dziwne...
Kto tym razem? Znowu Rumunia! Uroczy dziadziuś wziął nas do Włoch, tyle że po drodze koło Marsylii zrobiliśmy pauzę na całą noc. A słysząc to i tamto o tym miejscu, widząc napisy na stacji benzynowej, że "zamknięte z powodów bezpieczeństwa" poczułam ciarki. Dziadek ugościł nas pięknie i nawet telewizje miał! Spałyśmy na górnym łóżku, ale spać się nie dało! TO BYŁA SAUNA. Naprawdę oddychać się nie dało, jak u tych gości co do Sevilli nad zabrali...
Chyba Rumuni uwielbiają ciepełko i pot.
Okay ostatnie 200 km do lotniska (dziennie robiłyśmy ok 500-600) ! Co za Włochy.... szło tragicznie. przez pół dnia nie mogłyśmy się wydostać z Genui. Wzięły nas jakieś dwie włoszki, które jechały na randkę z poznanymi przez internet facetami (miały ok 40 lat) i wyrzuciły nas w centrum Vercelli... Padał deszcz, a raczej lało. przeszłyśmy kawałek miasta i jeden gość się ulitował i wywiózł nas na bramki. Godzina 22 co mamy robić? Idziemy z buta na autostradę, bo nikt na nią ni wjeżdża, po kilku godzinach marszu postanowimy się pomodlić, żeby zabrała nas policja, cokolwiek. Przemokłyśmy całkiem. Minęło 5 minut i podjeżdża straż autostrady po czym dzwoni na policje JEST!! (Później się okazało, że miałyśmy jeszcze 15 km do kolejnej stacji benzynowej) Policjanci nie mogli zczaić, że Olga ma kratę Polaka, a jest z Białorusi i że może podróżować po Europie. Panowie wzięli nas na posterunek, zrobili ciepłej herbatki, po czym po godzinie podwieźli nad na kolejną stację benzynową, gdzie... spędziłyśmy noc. Rano w końcu ok 11 wzięła nad parka do Mediolanu. Po paru deszczowych godzinach w mieście postanowiłyśmy się przetransportować na lotnisko - tym razem busem. Tak więc 1,5 dnia spędziłyśmy na lotnisku czekając na lot, przy okazji zwiedziłyśmy Bergamo :)








MILANO / MEDIOLAN









BERGAMO

















Nowszy post Starszy post Strona główna

0 komentarze: